Dzień po nie da od razu przestać mówić o tym, co było. Pewien prawicowy publicysta wysnuł taki oto wniosek z Wielkiej Żałoby: nie możemy być narodem „normalnym”. Bóg wybrał nas ofiarę i od czasu do czasu musimy ją składać. Z najlepszych synów narodu. Ale są też inne diagnozy, bardziej optymistyczne: na Wawelu, wbrew intencjom pomysłodawców, pochowano nie tylko prezydenta, ale razem z nim politykę historyczną. U nas w redakcji próbowaliśmy się jednak oderwać od przeszłości i spojrzeć w przyszłość. Zgadywaliśmy, kto wystartuje w wyborach i, co ważniejsze, kto je wygra. Co pierwszej kwestii stawiam na Jarosława K., który nie ma nic do stracenia. I Wawel, w moim pojęciu, jego pierwszym krokiem do pałacu. Czy prezesowi uda się zdobyć pałac prezydencki, tak jak udało się królewski zamek? Myślę, że — mimo fali uniesienia — jednak nie. Fala ma to do siebie, że opada. Kto więc zostanie prezydentem? Największe szanse miałby Cimoszewicz, na którego głosowaliļby ci, którzy „nie płakali po prezydencie” i całkiem sporo tych, którzy stali w kilometrowych kolejkach. Bo gesty gestami, a życie życiem.
Blog Ewy Mazgal
Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.











Łaska ludu na pstrym koniu jeździ…
Komentarz by Horacy67 — 20 kwietnia 2010 @ 12:16
no i rację miałaś
Komentarz by Bożenia — 29 kwietnia 2010 @ 8:32