24 mar 2011

W Olsztynie podczas Spotkań Teatralnych można było zobaczyć najgłośniejszy w Polsce spektakl tego sezonu. „Naszą klasę” Tadeusza Słobodzianka w reżyserii Ondreja Spisaka ze Słowacji obejrzałam i ja. „Klasa” to opowieść o polskich i żydowskich mieszkańcach małego miasteczka pod Łomżą, które bardzo przypomina Jedwabne. Słobodzianek, który po przedstawieniu spotkał się z widzami, zastrzegł co prawda, że w jego sztuce występują postaci fikcyjne, ale ich pierwowzory to bohaterowie autentycznych wydarzeń z 1941 roku. Wtedy to katoliccy mieszkańcy Jedwabnego spalili w stodole kilkuset swoich żydowskich sąsiadów. Inscenizacja robi ogromne wrażenie, przytłacza grozą odgrywanych i opowiadanych na scenie wydarzeń. Zdrady, kolaboracja, kłamstwo, gwałty, zbrodnie i cynizm, tworzą przerażający obraz „prowincji noc”. Słobodzianek bardzo sprawnie splótł intrygę, w której każda postać odgrywa swoją jednostkową rolę, a jednocześnie jest symbolem większej całości. Zygmunt to spryciarz, który umie „dogadać się” z każdą władzą i doskonale zaciera ślady swojej kolaboracji. Menachem staje się funkcjonariuszem sowieckiego porządku, potem ukrywa się u koleżanki, by po wojnie wstąpić w szeregi UB. Motywy tej decyzji są dwa: pierwszy czysto materialny, drugim jest pragnienie zemsty na sprawcach zbrodni. Są też sprawiedliwi Polacy — Władek, który ratuje Rachelę z miłości i zwykłej przyzwoitości oraz Zocha, ukrywająca Menachema w odruchu współczucia. W końcu jest i Rysiek, patriota, krzyczący „precz z żydokomuną” i „Jeszcze Polska nie zginęła”, aktywny uczestnik palenia sąsiadów. Jest też przyszły ksiądz. To oni śpiewają razem endecką wersję „Boże, coś Polskę”, którą kończą błaganiem „Polskę od Żydów racz wyzwolić, Panie”. Słobodzianek jest bystrym obserwatorem — jego postaci nie są demoniczne; są jednocześnie straszne i śmieszne. Więc widzowie się śmieją, choć nie wszyscy. Rozumiem tych, którzy „Naszą klasę” oglądają z kamiennymi twarzami, bo małomiasteczkowa rubaszność i nieporadność jest podbita grozą. Do zabijana nie są zresztą potrzebne szczególne kompetencje. Słobodzianek podkreślił, że dramat i inscenizacja są hołdem złożonym Tadeuszowi Kantorowi i jego „Umarłej klasie”. Drugim patronem „Naszej klasy” jest Jan Tomasz Gross. Słobodzianek nazwał go polskim Sołżenicynem, który „przekroczył tabu nacjonalizmu i polskiego kościoła”. I kościół autor „Naszej klasy” obarcza winą za polski antysemityzm. Ale ja tak przesłania dramatu nie odebrałam. Owszem, słyszymy ze sceny, że Żydzi zamordowali Chrystusa, ale to słyszymy także dzisiaj. W „Naszej klasie” zobaczyłam powielenie stereotypu „żydokomuny”. „Oni” budowali bramy powitalne na cześć Armii Czerwonej, „oni” donosili na Polaków do NKWD, „oni” jako ubowcy katowali „polskich patriotów”, więc spotkała ich za to psychologiczne wytłumaczalna zbiorowa kara. Tyle że nie wszyscy budowali te bramy, wielu zostało — tak jak katolicy — wywiezionych na Syberię, w UB pracowały nie tylko „Srule” ale i „Jaśki”. A polowanie na Żydów było powszechne w całej Polsce, nie tylko na obszarach zajętych w ’39 roku przez Rosjan. A po wojnie polscy sąsiedzi zabijali tych, którzy ocaleli z Zagłady. A ponieważ sztuka jest dobra i wejdzie zapewne do kanonu (może nawet lektur szkolnych) szkoda, że taki właśnie przynosi nam komunikat.

11 lut 2011


No, i nie ma a tego złego, co by na dobre nie wyszło. To znaczy podejrzewam, że nie ma. Bo na przykład: czy przebudowa placu przed ratuszem w Olsztynie, nie nauczyła mieszkańców, by interesowali, się tym, co robi władza? A czy z kolei władza nie wyciągnęła wniosku z tego zamieszania, że lepiej gadać z ludźmi po ludzku, a dopiero potem budować? Mam nadzieję. Bo na konsultacje(10 lutego) dotyczące parku Podzamcze przybył tłum, reprezentacja ratusza też była bogata i komunikatywna. Ale żeby nie było tak słodko… Martwią mnie pomysły wycinania drzew i sadzenia niskopiennych krzewów i bylin. Bo myślę sobie, że w naszym klimacie, gdzie zima trwa trzy czwarte roku, park bez wielkich drzew będzie smutny i brzydki. Wyobraźmy sobie pokryte brudnym śniegiem krzaczory i fruwające miedzy nimi foliowe torebki. Mam też wrażenie, że architekci krajobrazu traktują przyrodę jak meble, które można ustawiać wedle uznania. Jakby nie mieli świadomości, że drzewa i krzewy to nie tylko formy, ale przede wszystkim żywe organizmy i domy innych żywych organizmów. Jeden z przedstawicieli firmy, która przygotowała projekt rewitalizacji parku powiedział szczerze: Wygraliśmy przetarg. Chcemy zarobić pieniądze, a park jest dla was… No właśnie, dla nas.

25 sty 2011

Rok 2030. Polska już nie jest w NATO ani w Unii Europejskiej. Nie mamy też problemu z Rosją — stosunki dyplomatyczne zostały zerwane.  Dobrze układa się nam za to z Ameryką.  Lada dzień, jak obiecano, będą zniesione wizy dla Polaków. Warunkowo, na rok, ale to wielki sukces naszej dyplomacji. Teraz cały kraj przygotowuje się do obchodów 20 rocznicy katastrofy smoleńskiej. Główne uroczystości odbędą się pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu, przemianowanym  na mauzoleum i sanktuarium i na nowo otwartym placu, gdzie spoczął wrak samolotu… Tak sobie fantazjowałam, czytając o fejsbukowej akcji „Dzień bez Smoleńska”.  Udział w internetowym przedsięwzięciu zadeklarowało brawie sto tysięcy osób. A ja zastanawiałam się, co by było, gdy samolot nie spadł, tylko wylądował na zapasowym lotnisku, w Witebsku lub Moskwie, a rocznicowe uroczystości rozpoczęłyby się z kilkugodzinnym Obawiam się, że nawet wtedy nie mielibyśmy „dnia bez Smoleńska”. Bo przecież trzeba byłoby niecne machinacje Sowietów wyjaśnić i tak.

13 gru 2010


Ludzi przyszło sporo. Kobieta w średnim wieku, która siedziała obok mnie, na pytanie co ją tu sprowadza — ciekawość czy nadzieja na zmiany — odpowiedziała: I jedno, i drugie.
Palikot nie ma dobrej prasy (i telewizji). Komentatorzy traktują go lekceważąco, prorokując, że w wyborach parlamentarnych jego partia dostanie niewiele ponad jeden procent głosów. I tu się mogą mylić, bo jak mówi Palikot, polska klasa polityczna zostaje w tyle za społeczeństwem. Podobne wrażenie odnoszę co do najsławniejszych komentatorów. Nie wyczuwają lekkich jeszcze drgań i pomruków w społecznej glebie. Czy Palikot je wyczuwa z wyprzedzeniem? Też nie, ale je zauważa i o nich mówi. Jako jedyny z polskich polityków używa słowa „kapitał społeczny” i je rozumie. Wie, że różnica między Polską i krajami rozwiniętymi nie polega tylko na tym, że tam jest więcej autostrad, telewizorów plazmowych, samochodów i ogólnie pieniędzy, a u nas mniej. Ta różnica sięga znacznie głębiej. Palikot podał przykład z Australii. Tam widział skrzynki z pomidorami na sprzedaż wystawione przy drodze. Na kartce była wypisana cena za 4 sztuki, obok stała skarbonka. I tyle, bo rolnik pracował gdzieś w polu. Co by musiało stać się w Polsce, żeby taka sytuacja była możliwa? — zapytał Palikot. No właśnie, co? Niewyobrażalnie wiele i to w każdej sferze.
Podoba mi się też Palikot, bo przekłuwa nasze różne narodowe baloniaste zadęcia i nazywa rzeczy po imieniu. Nie wiem, czy jego recepty na obniżenie deficytu budżetowego (usunięcie lekcji z religii do szkół, wycofanie wojsk z Afganistanu, połączenie ZUS z KRUS), byłyby, i w jakim stopniu, skuteczne. Ale kiedy Palikot sam siebie nazywa „marihuaną w polityce” to się uśmiecham. Z sympatią, choć nie używam.

10 gru 2010

Rekiny atakują ludzi w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk nad Morzem Czerwonym. Jedna osoba zmarła, cztery są poważnie ranne. Zorganizowano obławę na drapieżniki, zabijając je bezlitośnie, a uczeni zastanawiają się, dlaczego w ogóle zaatakowały ludzi. Ja znam (chyba) odpowiedź, bo informacje mam od egipskiego informatora. Twierdzi on, że to organizatorzy nurkowania wabią rekiny, wrzucając do wody kawały krwistego mięsa. Dlaczego wabią? Żeby nurkujący turyści mieli dodatkową podwodną atrakcję. W końcu nurkowanie z rekinami to jest coś, czym można się pochwalić. To takie małe własne National Geographic. Cierpią na tym oczywiście biedne ryby, od których żąda się, by były rekinami, ale jednocześnie by były łagodne i pogodne jak spaniele. Tak oczywiście się nie da. Ale ludzkość w swej żądzy rozrywki jest niepohamowana, łakoma i bezmyślnie przekracza wszelkie granice. Poniekąd to rozumiem, bo świat przyrody jest wspaniały, piękny, wyrafinowany i skomplikowany. Jednak człowiek należy do niego tyko częściowo, bo dawno stracił sierść, kły i pazury.

02 gru 2010

Ludzie to lubią. Lubią, gdy ktoś im mówi, ze coś będzie łatwe i przyjemne. Na przykład hiszpański w trzy tygodnie. Kupujesz płytę do nauki języka i masz zapewnienie, że będziesz mówił/a. Bez kucia słówek i form imiesłowowych czasowników, bez dziesiątek pisemnych ćwiczeń z następstwa czasów, bez przeczytania setek stron tekstów. Mówisz i już. Podobnie z dietą-cud. Jesz wszystko, co lubisz, łącznie z cukierkami, leżysz na kanapie i chudniesz. Bez wysiłku. Tak samo jest w polityce. Po co słuchać „nudziarzy”, którzy podają jakieś cyfry, tłumaczą ekonomiczne mechanizmy i zależności? Przyjemniej jest usłyszeć, że jesteśmy wspaniali i wszystko (w kraju, w mieście, w Europie) pójdzie nam jak z płatka i przyjdzie w obfitości. Ciekawe, że ci sami ludzie, którzy we własnym życiu są realistami i nie dają się nabrać na „darmowe minuty” i „tanie kredyty”, tacy, którzy wiedzą, że wszystko kosztuje, w politycznych wyborach są jak dzieci. Wierzą w bajki. Chociaż dzieci tak naprawdę wcale w bajki nie wierzą. Po prostu je lubią.

14 lis 2010


Wkurzyłam się oglądając telewizyjne i internetowe obrazki z 11 listopada. Oburzyło mnie zachowanie policji wobec uczestników antyfaszystkowskiego marszu. Niepokojące są dostępne w internecie relacje, których autorzy opowiadają, jak policjanci ich tłukli, już „sukach” (nie sądziłam, że tego zapomnianego słowa użyję kiedykolwiek w dzisiejszych czasach). Ale nie mniej zirytowały mnie telewizyjne komentarze, w których postawiono znak równości między tak zwanymi narodowcami i lewakami. Że niby jedni drugich są warci, a poza tym jest demokracja, więc każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy. To uproszczenie językowe pociągające za sobą prostactwo myślowe. Bo jaki spadek pielęgnuje ta patriotyczna prawicowi młodzieńcy? Nie trzeba sięgać nawet do Hitlera, dla którego byliby wyłącznie słowiańskimi podludźmi, wystarczy nasza polska przedwojenna pałkarska i pogromowa tradycja. A jakie owoce Europie przyniósł realny nacjonalizm opisano w grubych książkach i pokazano w wojenno-obozowych horrorach. Oczywiście „lewaków” najłatwiej zaliczyć do stalinistów, udając, że się nie wie, kto zbudował dzisiejszy europejski dobrobyt, wymyślił i wprowadził prawa człowieka, ośmiogodzinny dzień pracy i płatne urlopy. Socjaldemokraci, niestety. Ale nic nie jest nam dane raz na zawsze. I najgorsze co można zrobić, to nie robić nic, czyli siedzieć cicho.

10 lis 2010


Miałam o naszej krajowej polityce w ogóle nie pisać, bo co jeszcze można dodać do tego, co piszą w innych gazetach i mówią w telewizjach. Ale majtki na głowie doradcy ministra obrony mnie sprowokowały. Nie jest to największa bzdura w epoce posmoleńskiej, ale najbardziej symboliczna. Określa w sposób dosłowny stan naszej zbiorowej głowy. Nic więc dziwnego, że zajęły się najważniejsi komentatorzy i najważniejsi politycy. Z kamiennymi minami, jakby młodociany doradca popełnił świętokradztwo, a nie zażartował. Być może nienajsmaczniej, ale to też kwestia gustu. Bielizna już dawno przestała być sprawą wstydliwą. Stringi są modnym przedmiotem pożądania, ale oficjalnie o tym powiedzieć nie wypada. Oficjalnie trzeba się oburzać i pytać, jaką sprawca poniesie karę. Może powinien odpowiedzieć za to głową, skoro to ona służyła jako miejsce zbrodni. Przypuszczam, że nasi żołnierze, tkwiący w Afganistanie, historią z majtkami raczej się ubawili i nie potraktowali tego epizodu jako obrazy Ojczyzny, Misji, Munduru, Honoru i Narodu.

28 paź 2010


Usłyszałam niedawno zdanie: kiedy odkręcamy wodę w zlewie łączymy się z oceanem. Ta przenośnia krótko i obrazowo ilustruje fakt, że w świecie przyrody wszystko łączy się ze wszystkim. Na przykład nasze telefony. Z kim naprawdę się łączymy, używając naszej komórki? Otóż z gorylami górskimi w parku narodowym Virunga. To prawda, nie słyszymy się nawzajem, jednak nasz związek jest bardzo bliski. W pobliżu parku Virunga w Demokratycznej Republiki Konga wydobywa się koltan, czyli mieszaninę kolumbitu, tantalitu i rud tantalu. Koltan to bardzo cenny surowiec, używany do produkcji urządzeń cyfrowych, między innymi komórek. Tyle że kopalnie powiększają się, „zabierają” małpom ich las i życie. Żyje tam zresztą jest podle, nie tylko zwierzętom. Robotnicy poszukują rudy ręcznie i ręcznie ją przesiewają. Na miejscu kilogram koltanu kosztuje 3 dolary, w Europie 300. Więc robotnicy mają z tego wszystkiego grosze, zarabiają koncerny. Dowiedziałam się o tym niedawno, ale odkąd już wiem, z sympatią popatrzyłam na swoją wysłużoną, „nieinteligentną” Nokię. Niech działa jak najdłużej.

26 paź 2010


Wiadomość, która zrobiła na mnie największe wrażenie w ciągu ostatnich dni była natury komunikacyjnej. I nie chodziło bynajmniej o nieporozumienia w trójkącie prezes-prezydent-premier, ale o pociąg. Taki, który niebawem ruszy z Frankfurtu nad Menem do Londynu i zajmie mu to 5 godzin. Przykro mi się zrobiło, gdy to przeczytałam. Przykro, bo gdzie w naszej ojczyźnie można dojechać pociągiem w 5 godzin?! Z Olsztyna można na przykład do Warszawy. Oczywiście, nie wszystko w życiu kończy i zaczyna się na technice. Potrzebne są emocje, empatia, romantyczne spacery, rozmowy istotne, spory, domowy makaron i ludowe przyśpiewki. Tyle że u nas proporcje są chyba jednak zachwiane. Nie marzę wcale, byśmy stali się drugimi Niemcami ani nawet drugą Irlandią. Chciałabym, byśmy to, co tam fajne, zrobili u siebie po swojemu. Ale teraz mam wrażenie, że wszystkie pociągi zaraz nam uciekną, a my zostaniemy na swojej smutnej stacyjce. 


Blog EWY MAZGAL, dziennikarki "Gazety Olsztyńskiej"

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.