09 cze 2009

ObejrzaÅ‚am, nie bez przyjemnoÅ›ci, amerykaÅ„ski film “Stan gry”. Pod tym niewiele mówiÄ…cym tytuÅ‚em ukrywa siÄ™ historia dziennikarskiego Å›ledztwa, dotyczÄ…cego ciemnych powiÄ…zaÅ„ Å›wiata polityki i miliardów dolarów. Nawet to byÅ‚o ciekawe, ale mnie zainteresowaÅ‚ plan drugi tej opowieÅ›ci, a może nawet trzeci — pojedynek miÄ™dzy dziennikarzem gazety papierowej a blogerkÄ…. Kto jest lepszy, kto szybszy, kto ma pierwszeÅ„stwo w publikowaniu newsów? Z filmu wynika, że gazeta papierowa, ale to byÅ‚ happy-end, w który nie wierzyli chyba nawet scenarzyÅ›ci. Przecież wszyscy wiemy, że czytelnik “ucieka” do internetu i to nie tylko wydawcom gazet ale i stacjom telewizyjnym. Z drugiej jednak z strony to, co wydrukowane — czy to oskarżenie, czy pochwaÅ‚a — ma jednak wiÄ™kszÄ… wagÄ™ i znaczenie niż to, co mignie gdzieÅ› w sieci. Wydrukowane to po prostu “czarno na biaÅ‚ym”, a papier żyje dÅ‚ugo. ObejrzaÅ‚am wiÄ™c “Stan gry” do ostatnich kadrów, gdy bohaterów filmu zastÄ…piÅ‚a… drukarnia, z podanym w piguÅ‚ce procesem produkcji gazety. To mnie pokrzepiÅ‚o. Drukowane górÄ…! Jednak jeżeli tak, to co ja tutaj, w sieci, robiÄ™?! Ano, szukam kompromisu na pograniczu starej i nowej ery.

05 cze 2009

Kocham Pawła Althamera, oryginalnego, awangardowego artystę z Warszawy, za jego pomysł ze złotym samolotem. Samolot ów poleciał 4 czerwca do Brukseli z ubranymi na złoto pasażerami i ze złotymi balonami. Pasażerami byli między innymi sąsiedzi Pawła z bloku, tak zwani zwykli ludzie. Wszyscy mieli niezłą zabawę, co widać a internetowych filmikach. Nareszcie święto z fantazją i nie na cmentarzu. Ja teź świętowałam 4 czerwca, tyle źe w Olsztynie, ale również z fantazją. Na schody przed tatrem Jaracza przyszło naprawdę sporo ludzi. Wszyscy wznieśli szampanem toast za wolność i stanęli do zbiorowej fotografii. A potem, choć się rozeszli, święto się nie skończyło. Przynajmniej w moim przypadku. Jednak z żalem zauważyłam, że wśród moich bliższych i dalszych znajomych jest wielu takich, których 4 czerwca w ogóle nie obszedł. Wzruszali ramionami.
Dlaczego?!

01 cze 2009

W sobotÄ™ w Sejmie staÅ‚a siÄ™ rzecz dziwna, Zainscenizowano najsÅ‚awniejsze przemówienie ministra Józefa Becka — to ze sÅ‚owami “najcenniejszÄ… rzeczÄ… jest honor”. Dlaczego wydaÅ‚o mi siÄ™ to dziwne? Po pierwsze dlatego, że aktor odczytujÄ…cy tÄ™ pÅ‚omiennÄ… mowÄ™ wcale nie byÅ‚ pÅ‚omienny; wyglÄ…daÅ‚ raczej na eksponat z gabinetu figur woskowych. Po drugie przemówienie to, z 5 maja 1939 roku, wydaÅ‚o mi siÄ™ — tu i teraz — gestem niezrozumiaÅ‚ym, wywoÅ‚ujÄ…cym zÅ‚e duchy przeszÅ‚oÅ›ci. Uważam, że przypominanie dzisiaj wÅ‚aÅ›nie, w parlamencie spraw “korytarza”, wolnego miasta GdaÅ„ska, atmosfery zagrożenia tuż przed wojennÄ… katastrofÄ…, byÅ‚o nie na miejscu. To budzenie upiorów przeszÅ‚oÅ›ci — antyniemieckich uprzedzeÅ„, poczucia polskiej krzywd, nadal nienaprawionych i żalu. Z jednej strony to wszystko prawda — Polska zostaÅ‚a napadniÄ™ta, poniosÅ‚a ogromne straty w ludziach, być może nie do odrobienia, wyszÅ‚a z tej wojny okaleczona. Z drugiej jednak w nowej Europie wracanie — tuż przed 20 rocznicÄ… odzyskanie niepodlegÅ‚oÅ›ci i tuż wyborami do Europejskiego Parlamentu — do tak odlegÅ‚ej przeszÅ‚oÅ›ci, zamiast myÅ›leć o tym, co robić teraz, jak budować dobre stosunki z sÄ…siadami, w tym także z Niemcami, wydaje mi siÄ™ anachroniczne. PrzestaÅ„my w koÅ„cu być tylko ofiarami Historii, zacznijmy jÄ… tworzyć.

Blog Ewy Mazgal

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.